Arktyczne oddechy. Trzy dni w domu, w tym dwa sam na sam z dwójką Was - małych ludzi, którym niepotrzeba już tyle bliskości, ile pokładów jeszcze mam w sobie. Obserwacja, strach o zdrowie i coraz dłuższe momenty wspólnej zabawy. To nie minuta, a nawet dwadzieścia. To jedna bijatyka lub przepychanie - któremu za każdym razem - mimo niebotycznego zmęczenia - nadaje negatywny charakter. Jedna, nie pięć dzienie. Emocje - tak. Ich wyrażanie, odzwierciedlenie w zachowaniu - tak. Naruszanie czyjejś godności poprzez szarpanie go lub huczenie do ucha - nie. Nie wolno bić siostry. Nie możesz szarpać brata. Nikogo nie wolno bić (i Wasze dopowiadanie - bo pojedziesz na komisariat, dostaniesz mandat, punkty karne, czopka i smoczek [?!?!?]). Milion moich NIE, BO.. owocuje i przynosi efekty. Tyle banału w słowie konsekwencja, tyle wyczekiwanych efektów i rezygnacji wewnętrznej. Są. Zjawiają się nagle i jak kiedyś powiedziała mi Basia - zaskakują. Jak pstryczki, poziomy wyżej, rozwój który jest procesem.

Dzięki Wam mam sto lat. Fizycznie, emocjonalnie. Przeszliśmy kulę ziemską kilka razy. Ze sobą nam po drodze, a tyle trudności za nami. Niektóre nadal trwają - jedna jest większa, kilka średnich, stos drobnych. Macie razem sześć i pół roku, sześć lat temu obiecywałam sobie, że wychowam Was najlepiej jak będę potrafiła, po drodze z chrześcijańskimi wartościami, własną intuicją i rozumieniem świata. W poczuciu szacunku do siebie i innych. I ironicznym, cichym uśmiechem - kiedy ktoś opowiada bzdury, kładzie cień na funkcjonowanie świata zgodnie z jego trybami, a nie własną pychą czy wyższością. W ustępowaniu miejsca w autobusie mimo, że nadal niestabilnie rzuca Wami jak drobnymi ogórkami po beczce.

Moje górnolotne TAK było początkiem ścieżki, z której nie ma przystanku. I mimo buntu, który rodzi się we mnie wychodząc z klatki z wózkiem (zimno i daleko), dwoma rowerami (na drogę powrotną w słońcu), torbą z gadżetami na piątkowy dzień zabaw, niedokręconym szalikiem własnym na rzecz opatulonych Was - wiem że moja droga była w nieznanych mi kiedyś planach właśnie taka. Mogę się buntować, mijając moją sąsiadkę - panią doktor dwa lata młodszą ode mnie, przesympatyczną, bezdzietną i full pomalowaną. Mogę i przez pierwszą minutę celowania kolejnym małym kciukiem w zagięcie rękawiczki na wietrze - oczywiście to robię. Mogę, bo mam do tego prawo. Bez obwiniania. Bo jesteście moimi decyzjami. Myśląc o jej popołudniu zaczynającym się o piętnastej na kursie tańca, czy przy telewizorze - mam wielką ochotę zwyczajnie się z nią zamienić. Wiem też, że jej mąż zamieniłby się chętnie ze mną. Ale zamian nie ma. Nitkę życia prowadzi się w miarę możliwości samodzielnie. Albo z kimś ważnym. Albo z ktosiami w liczbie mnogiej. Decyzja i wdzięczność. Siła i przetrwanie w czasach wszelakich. Słowa-flesze. Klucze od bram zamku bez fosy nie istnieją. Wszystkie zamki mają fosy.

***

Dzięki temu, że bywacie w przedszkolu i żłobku częściej niż rzadziej - miałam okazje na dwie życiodajne rozmowy. Jedna była tylko punktem w kilkugodzinnej wymianie zdań nie tylko z rozmówczynią, której pytanie powinno wbić, a jednak nie wbiło mnie w Ziemie. Druga - przelotem w pracowniczej przerwie, której chciałabym poświęcić nawet cały dzień, bo jest tak ważna. I tak bliska.

Rozmawiamy o śmierci w młodym wieku. Bliskiej, nagłej, bez oczywistych przyczyn. Realnych, bo zdarzyły się przed chwilą w świecie. Żegnasz się z bliskimi, gasisz nocną lampkę, odkładasz książkę w której zakładką są notatki zadań, które masz wykonać jutro lub za miesiąc. Wizyty u specjalistów, spotkania z przyjaciółmi, kolejne urodziny dzieci, przepis na kiszone cytryny i ciasto z marchwii. Kładziesz się i umierasz we śnie. Dzisiaj, jutro, za tydzień. Czego robiłaś za mało lub za dużo? Czego nie zrobiłeś wcale? Komu dałeś sto szans a komu ani jednej? Czy czegoś żałujesz? Co po Tobie pozostanie Twoim bliskim? W jakiej piżamie znajdą Cię rano? Co będzie leżało obok Twojego łóżka? Czy zrobiłaś wszystko na danym etapie swojego życia, czego chciałaś?

Nie sparaliżowało mnie to. Siedziałam u siebie w domu, wśród ludzi których lubię i z którymi łączą mnie dobre wspomnienia. Dobry czas, mimo szybkości i ciągłego braku snu. Zwyczajnie dobry czas, którego zazwyczaj życzy mi osoba z którą rozmawiałam. Moja duszka razy dwa. Nie oszczędzam zbyt wiele, bo nie oszczędzam wcale. Każdą wolną chwilę staram się spędzać w domu, który kocham i z Wami, strzałkami, które pokazują gdzie i kiedy iść, jednocześnie ograniczając moje samodzielne wybory. Gdybym była sama - byłabym już członkinią personelu pokładowego. Spełniam wszystkie wymagania i poza byciem dyrygentem chóru - jest to moje wielkie marzenie z dzieciństwa. Robię rzeczy które lubię, mimo mikrosekund które mam dla siebie. Zabezpieczyłam rośliny na balkonie przez zimą. W kawiarce jest świeża kawa dla gości. Zdjęcia w salonie aktualne, toaleta i kuweta wymyte. Ciepła zupa na kuchni (nie mojej roboty, ale jest). Opłaty zrobione, buty na zimę kupione. W pracy nie jestem niezastąpiona - cudowna ekipa za chwilę znalazłaby sobie inne chaotyczne ogniwo. Wasz Tata ma pracę, a Wy dziadków i babicie, żłobek i przedszkole. Instrukcja sprzątania mieszkania od kilku tygodni jest na pulpicie mojego komputera. Ortopeda, dentysta, bilans 2 i 4-latka - umówione. Byłam na moim ukochanym Akropolu, spędziłam nalepszy czas we Włoszech do których chciałabym wrócić na dłużej, kiedyś. Nigdy nie odmówiłam czekolady Oreo. Czytam kilka książek na raz, ale nie leżą już czekając na to, aż pójdziecie na studia. Zrobiłam z letnich pomidorów sosy na zimę. Wasz Tata wie, która z moich sukienek jest tą ulubioną. Nie mam presji czasu, nie czekam na przewroty. Codziennie powtarzam sobie, że życie toczy się teraz, nie wczoraj czy jutro.

Moc banałów. Góra dobrych emocji. Kładę się spać z amarantowych spodniach w pomarańczowe grochy, skarpetach-biedronkach i białym t-hircie. Białych bluzek nigdy za wiele - tak mówi Wasza babcia. A ja mówię - zmyj podłogę, zaparz świężą kawę i gap się na liście.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty