Wyprawka przedszkolaka. Michał znaczy dzielny.

Żuki,

całkiem niedawno temu, szykowałam wyprawkę do szpitala. Potrzebną, rzeczywiście wydrukowaną. Mam nadzieję do niej nie wracać już nigdy, ale.. Oto kolejna, która być może przyda się innym Matkom. Zaznaczam, że każda placówka (jak każdy oddział położniczy) ma swoje standardy, wymagania i wskazówki. Te ostatnie, będą niezbędne szczególnie przy poniższej liście. Wysyłając dziecko do placówki opiekuńczo-wychowawczej powinniśmy zwyczajnie zaufać. W pełni zdać się na szczęście natrafienia na ludzi, którzy idealnie zajmą się naszym dzieckiem.

Synu,

zapisaliśmy Cię do żłobka, ostatecznie. Plany prywatnego przedszkola, którego wymaganiem było skończenie przez Ciebie dwóch lat i samodzielność fizjologiczna - rozmyły się, kiedy usłyszeliśmy o czesnym i dodatkowych opłatach. Odwołaliśmy zarezerwowane miejsce. Szukając innych dróg - Matka rozmawiała z dyrektorem, paniami psycholog i pielęgniarką. Pokazaliśmy Cię, zgodzili się na najstarszą grupę żłobkową, w której miejsce zapełniałeś od zeszłego tygodnia, a dzisiaj - stałeś się jej pełnoprawnym członkiem. "Żabki". 2,5-3,5 latki (mogliby być Twoim starszym rodzeństwem, prawda?). Wszyscy niżsi od Ciebie. Cudowne pary oczu, mądrość wypowiedzi, moc doświadczeń podczas obserwowania Waszych interakcji.

/ źródło: weheartit,com /
Do szafki nr 38 zapakowałam:

 ♘ HIGIENICZNIE:
 jedno opakowanie: chustek suchych, chustek mokrych, kubek + szczotka + pasta do zębów, majtosy na zmianę (+ spodnie), piżama (lekkie spodnie, bluzka z krótkim i długim rękawem)
 ♘ ARTYSTYCZNIE:
farby plakatowe, pędzel, opakowanie plasteliny, blok rysunkowy, blok techniczny, ryza papieru, klej w tubce, kolorowa bibuła
 ♘ UBRANIOWO:
ciapy (masakra dla dziecka noszącego skarpetki i biegającgo od urodzenia na bosaka), pełne ubranie na zmianę (koszulka - upaprana przy obiedzie, ja pozwalam i nie karmię, więc koszulki idą u nas do prania codziennie ; spodnie + majtosy w razie wypadków nieprzewidzianych [dzielności moje, jeszcze Ci się nie zdarzyło, Zuchu!], skarpetki (kałuża ze śliny, obiadu, w toalecie, wymyślałam opcje i pomyślałam, że na wszelki wypadek zapakuję)
 ♘  INNE (w szafce przed salą, bez potrzeby wchodzenia na sali i rozpraszania dzieci):
karta z informacją o numerach telefonu, dowodów osób uprawnionych do odbioru dziecka, bidon z wodą (schowany w szafce, Michał piję niemal bez przerwy, w przedszkolu uczy pić się po posiłku i innych napojów poza czystą mineralką), dodatkowe rękawiczki, mandarynka (szał i miłość do owocu, który niegdyś Lil jadł jak wszystkie, ale nie czuł do niego czegoś niezwykłego, jak teraz)
Po pierwszym dniu w naszym przedszkolu nabrałam wiary w to, że tak właśnie będzie. Pierwsze wrażenie to dobre, ciepłe wrażenie. Cztery godziny Lil po opieką zasadniczo obcych osób zaowocowało CAŁĄ piosenką o haftowanej chustce, umiejętnością zakrywania i odkrywania oczu na dany dźwięk, kilkuwersowymi wierszami opowiadanymi z werwą i intonacją. Cztery godziny. Dwa, w pełni zjedzone dania. Trzy minuty popłakiwania, pełne zmęczenie ponad metrowego już materiału ludzkiego. Wieloletnie przekonanie o pozytywach państwowych placówek - po raz kolejny się sprawdziło. W grupie - dziewczynka nie mówiąca i z przedziwnym, jakby erotycznym uśmiechem tańcem reagująca na każde zadanie pytanie, chłopiec z autyzmem, dziewczynka, której imię jest męskie jak Wasz Tata. Różnorodność, domowe jedzenie, rytm, troska.

Z racji dobrych początków Chodzącej Dzielności - będzie mnie więcej. Nadal nocnie, ale bez świadomości co porannego biegu. Piżamka, kawiarka, dobieranie koloru skarpetek Młodej do głównego koloru w wielobarwnych bluzkach. Przedpołudniowy luksus jednego dziecka - wszędzie wjedziesz, niemal wszędzie wniesiesz karetę z guru, pojedziesz komunikacją miejską mieszcząc się w wózkowym miejscu, jesz w całości śniadanie (nawet po 12-stej, ale jednak), umawiasz się na spacery z blokowymi Matkami, robisz zakupy bez bieganiny za jednym - zostawiając wózek i - jak na supermarketowych parkingach - zapominając, gdzie ostatnio go postawiłaś.

- Odetchniesz.
- Ale będę tęskniła.
- No. Albo zachce ci się Trzeciego.



Ciocie mówią, że jesteś szybki, bardzo samodzielny, niecierpliwy, radosny. Mimo to, odbieram Cię po niemal pięciu godzinach pełna obaw. Bo cudnie jesz, nie marudzisz, tęsknisz coraz mniej, uczysz się bawić w kole. A Matce cały czas się wydaje, że wyjdzie z Ciebie jakiś diabeł - buńczuczny, wściekły lub agresywny. Wierzę w Twoje dobro jak nikt na świecie (no, prawie nikt), ale.. wymyślam, bo jest tak dobrze, płynnie i pomocnie.

I miejsce, który wybraliśmy - jest najlepszą naszą decyzją (poza decyzją o stworzenie Twojej siostry tak szybko) w naszym wspólnym życiu. Wdzięczność za opiekę i rozwój, który przez trzy dni przyspieszył zauważalnie (nie wyimaginowanie). Dobrze jest mieć dobrych ludzi obok.

Mocno Cię kochamy. Podziwiamy i kibicujemy w nowej drodze
- Dumni Rodzice.

Komentarze

  1. Mag, a jednak widzisz- czasy się zmieniają. Moją traumę tłumaczę teraz brakiem tego okresu adaptacyjnego i zwyczajnego lęku przed. Poza tym, ja kochałam zostawać w domu a najlepiej u babci na Rogera 6 w Lublinie:)
    Zresztą do dziś jestem domatorem :) Mon.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty